Mamy już ciąg dalszy i tylko dzięki Wam, bo wykazujecie niesamowite zainteresowanie dalszymi losami Edyty. To więcej niż się mogłam spodziewać. Dziękuję Wam bardzo, dajecie mi motywację do pracy. 💙
ROZDZIAŁ 2
Bezgraniczne skąpstwo
Czytam 4 minuty:
Mówi się, że w biedzie poznaje się ludzi. Jest w tym mądrość, która nieodzownie wyjaskrawia elementy ludzkiej podświadomości, wylewając na wierzch cały charakter osoby.
Rodzinę Edyty niewątpliwie spotkała tragedia. Każdy kto by się pochylił nad tą historią, uznałby że więzy rodziny słusznie się zacieśniły, a co pozostało na zewnątrz, to powinno już na zawsze tam pozostać.
U najmłodszej w rodzinie zdiagnozowano raka. Jak przystało na tradycyjną parantelę, postanowiono zabrać dziecko przed ołtarz i ochrzcić. Edyta została poproszona o zostanie matką chrzestną.
Kiedy Konrad dowiedział się o tym, wpadł w furię...
– Nie zgadzaj się! – wrzeszczał. – Oni chcą tylko pieniędzy od ciebie! Na każde święta, na urodziny i bez okazji. Jeśli mam coś do powiedzenia, to zabraniam ci tam jechać!
Oczywiście nie miał nic do powiedzenia, już same uczucia humanitarne nie pozwalały Edycie odmówić, tym bardziej, że to bliska rodzina.
To nie była zwyczajna ceremonia. Dziecko musiało przez cały czas być w szpitalu, więc chrzest odbył się w tamtejszej kaplicy.
Tego dnia Konrad nie odzywał się do Edyty aż do samej ceremonii. W trakcie zaczął wydzwaniać do niej, na szczęście wyciszyła swój telefon. Doskonale wiedział, o której godzinie zaczyna się uroczystość i zamierzał zniszczyć jej ten czas z bliskimi.
Kiedy po wszystkim oddzwoniła, nie odbierał. Dopiero po dłuższym czasie napisał wiadomość skoncentrowaną w stu procentach na sobie. Jego duma ucierpiała dość boleśnie.
Następnego dnia gdy Edyta przyjechała do niego, nie zapytał o zdrowie krewniaczki, nie zapytał nawet jak Edyta się czuje po wizycie w szpitalu. Po raz pierwszy jego ptaszyna zerwała się do samodzielnego lotu i przestraszyło go to.
By jej zrekompensować swoje zachowanie, zaprosił ją do osiedlowej knajpki na piwo. W ramach przeprosin dostała podwójny bilet na koncert jej ulubionego zespołu, na który tak bardzo chciała iść. Konrad wcześniej odmawiał pójścia na występ, ponieważ to nie jego klimat muzyczny, a samej Edyty puścić nie chciał. Ona zaś pomyślała po tym geście, że Konrad dojrzał do kompromisu i ucieszyła się nie tylko z samego biletu, ale też z postępu w ich związku. Natychmiast serce w niej żywo rozgorzało.
W pewnej prozaicznej chwili Konrad wyszedł do toalety. Wykorzystując tę sytuację, do stolika przysiadła się właścicielka lokalu.
– Obserwowałam was od dłuższego czasu – mówiła szybko. – Przychodzicie do mnie często, widzę was i czuję, że muszę ci coś powiedzieć, nie daje mi to spokoju. Najpierw zapytam: czy jesteś szczęśliwa?
– Tak – odparła Edyta bez wahania.
– Z nim, z tym chłopakiem – doprecyzowała.
– Tak, jestem z nim szczęśliwa – uśmiechała się przez cały czas.
– Nie widzę tego. Jestem dobrym obserwatorem i czuję, wiem, że ten facet cię unieszczęśliwi na dłuższą metę. Tylko to ci chciałam powiedzieć. Powodzenia.
Odeszła z powrotem za bar. Po krótkiej chwili wrócił Konrad. Edyta natychmiast odpędziła te myśli, nie uwierzyła w ani jedno słowo tej kobiety.
*
Kiedy wyszli z knajpy, Edyta zajrzała w telefon. Dziecko zmarło przed kilkoma godzinami. Edyta miała je na ręku w dniu chrztu po raz ostatni.
– Mówiłem ci, że pojechanie tam było bez sensu – skomentował Konrad. – Gdybyś mnie posłuchała i tam nie pojechała, nie przywiązałabyś się tak.
– Jak możesz mówić takie rzeczy?!
– Bo jesteś egoistką. Zmusiłaś mnie szantażem psychicznym, żebym poszedł na ten koncert. Po co?
– Jadę do domu, pa... – odparła zdławionym głosem i pokierowała się prosto na postój taksówek. Nie zawołał jej, nie próbował zatrzymać, krzyknął krótkie „pa” i zostawił ją. Rozpłakała się, ale nie mógł już tego widzieć.
Jedno co można w tym momencie napisać to "dobrze, że Edyta zakończyła ten związek, choć domyślam się ile musiała wycierpieć przez 3 lata jego trwania". Sama nie miałam szczęścia w życiu do mężczyzn i każdy swój związek(z perspektywy lat) mogłabym nazwać toksycznym. Czekam na dalsze losy Edyty.
OdpowiedzUsuńDroga była długa, bo w tak intensywnym uczuciu, ciężko znaleźć drogę wyjścia.
Usuńto chyba fikcja, nie wierzę,że takie konrady naprawdę są
OdpowiedzUsuńNo był, był. Teraz nie znam go już, nie widuję go nawet na ulicy. Mam nadzieję, że się zmienił. Wiem, że ma żonę i dziecko.
UsuńHurra, czekałam na ten wpis!
OdpowiedzUsuńJaki sympatyczny początek wpisu! Zazwyczaj jesteś powściągliwa w swoich emocjach, momentami nawet oschła, a tu takie miłe podziękowanie :) Podoba mi się taka wersja Jael :)
No i jakże nie brać czynnego udziału w przeżywaniu tej historii, kiedy można swobodnie i bezkarnie wylewać pomyje na Kondzia? ;)
Pytanko mam. Czy Kondzio jest spokrewniony z Kim Jong Unem???
Ach, tak. Ciąg dalszy jego mądrości. Ci biedni rodzice, mając dziecko z jedną nogą w grobie, z pewnością nie myśleli o niczym innym tylko o kasie! Milionach monet, które dostaną z racji jego chrztu, urodzin, komunii świętej, bierzmowania... Jak on w ogóle śmiał zarządzać finansami Edyty, skoro nie był nawet jej narzeczonym, a co dopiero mówić mężem?! Mówiłam już, że Kondzio to wyjątkowo apodyktyczna i odrażająca kreatura? ;)
O wow! Szacun dla "barmanki". Musiała się domyślać, że jej misja spali na panewce, a mimo to postanowiła interweniować, by mieć czyste sumienie. Takich ludzi nam potrzeba, a nie tych, co odwracają wzrok i mówią "to nie moja sprawa". Szkoda tylko, że jej słowa trafiły na nieurodzajną glebę. Bo Edyta, płacząc i jadąc w taksówce, nie myślała o nich, prawda?
"Bo jesteś egoistką" - to najzabawniejsze, co dziś usłyszałam :)) Ale popłynął :)
Ciekawa jestem, czy antybohater Twojej opowieści z czasem dojrzał i wyleczył się już z bycia dupkiem, czy nadal nim jest?
Bardzo mi miło. :)))
UsuńOstatnio tyle się dzieje, że pękam po prostu z pozytywnych emocji. Znajdę czas, napiszę prywatny wpis, zrozumiesz. :) Praktykę wdzięczność mam naładowaną powodami jak autobus do Lichenia.
;D
;D ;D ;D W rzeczywistości Konrad ma typowe rysy aryjskie, więc wątpię.
Nie widuję go dziś, nie spotykam nawet przypadkiem. Wiem, że założył rodzinę, może ta historia go czegoś nauczyła i nie jest dupkiem dla swojej żony.
Miło mi, że Tobie miło ;))
UsuńNo, no, podsyciłaś apetyt, nie powiem! A zatem już zacieram ręce i czekam z wypiekami na twarzy na ten prywatny wpis (tak na marginesie, to tego rodzaju posty należą do moich ulubionych)
Aryjskie, powiadasz? No to niewiele się pomyliłam! Wiedziałam, że blisko mu do jakiegoś dyktatora, pomyliłam tylko Kima z austriackim malarzem ;) Założę się, że u Konrada gdzieś tam na regale leżała sobie "Mein Kampf" obok magazynów Auto Moto i Playboya ;)
Ja tam jestem zdeklarowaną mizantropką, nie wierzę więc w cudowne ozdrowienie Konrada ;) Ludzie tacy jak on raczej się nie zmieniają. Jeśli już, to na gorsze. Trochę ich już w życiu poznałam.
Wiem, wiele osób by Ci przybiło teraz piątkę. Ja też lubię czytać te prywatne wpisy. Najpiękniejsze teksty pisze samo życie. A piękno w nich polega na tym, że są prawdziwe, szczere i pełne emocji autora. Zbliżają czytelnika.
UsuńPowiem tak, CKM i masa motoryzacyjnych magazynów, które od CKMu niewiele się różniły, mimo że tematyka inna.
Też już poznałam sporo ludzi w życiu, dlatego wierzę, że ludzie potrafią się diametralnie zmienić.
A wiesz, że zaskoczyłaś mnie teraz tą informacją? Bardzo ładnie to ujęłaś, całkowicie się z tym zgadzam. Czytam parę blogów monotematycznych (np. podróżniczych), ale nie ukrywam, że brakuje mi w nich właśnie osobistych tekstów. I tak jak piszesz, nie mogę się zbytnio zbliżyć do autora, bo sam obwarował się wysokim murem, i nikogo do siebie nie wpuszcza.
UsuńBingo! Byłam blisko ;) Poklepię się teraz po plecach za dobrze wykonaną pracę ;)
Ja niestety nie miałam tej przyjemności. O diametralnych zmianach tylko słyszałam. Znasz może arcyciekawą historię Patryka Galewskiego i ks. Kaczkowskiego? Jeśli nie, to możesz poczytać o niej u mnie, o filmie, który powstał na jej kanwie pisałam rok temu, ale wtedy chyba do mnie nie zaglądałaś:
https://taita-w-irlandii.blogspot.com/2023/03/johnny-zo-dobrem-zwyciezaj.html
Generalnie to z moich obserwacji niestety wynika, że choroba polegająca na byciu prawdziwym dupkiem i Scroogem jest w dużej mierze nieuleczalna. Znam kilku takich dusigroszy. Z wiekiem tylko im się pogarsza. Mam w rodzinie osobę, która ma na koncie blisko 200 000 złotych, ale gdybyś ją poznała, pomyślałabyś, że jest niesamowicie uboga. Nic sobie nie kupi, chodzi zaniedbana w szmatach niczym bezdomny, je tylko najtańsze produkty z promocji (często przeterminowane zresztą), jeździ złomem... No i oczywiście nie wyda ani złotówki na nikogo.
I tak uczę się pisać i prowadzić różne działalności w internecie. Bo zauważyłam u najlepszych, którzy osiągają sukcesy, że nie są anonimową beczką informacji, tylko żywymi ludźmi, którzy opowiadają o swojej codzienności przez pryzmat tematu narzuconego przez rodzaj działalności w internecie.
Usuń:D
Zerknę w wolniejszej chwili, bo teraz mam bardziej zapracowany tydzień.
Biznesy biznesami, ale etat trzeba robić. ;)
Jak człowiek nie chce być lepszym, to nie będzie. Poznałam różnych szmatławców, których w przeszłości nie chciałabym poznać ponownie. Od chamów po kryminalistów. Teraz są na innej drodze życia i są moimi kumplami, dziś się nie wstydzę tych znajomości.
Otóż to - w tym przypadku chcieć, to faktycznie móc. Bez tego nic się nie zdziała. Są jednak ludzie, którym chyba tak dobrze. A może po prostu nie wierzą, że mogą inaczej?
UsuńTu pisałam o jednym z moich znajomych, co się zmienili:
Usuńhttps://ambasadaducha.blogspot.com/2023/08/recydywa.html
Przeczytane do sobotniej herbatki, dzięki :)
UsuńBarmanka chciała dobrze, ale dziewczyna wypiera oczywiste prawdy!
OdpowiedzUsuńjotka
W tym czarnym tunelu trudno dojrzeć światło, bo dziewczyna wciąż patrzy w złą stronę.
Usuńprofesjonalny barman/szynkarz/knajpiarz (jak zwal, tak zwał) nie wpieprza się w prywatne sprawy swoich klientów /pomijając skrajności, np. ewidentną przemoc/... tyle na razie, tak ze wstępnego (prze)czytania, porządniejszy komentarz, taki już bardziej na temat nieco później...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
jest więcej czasu, więc do rzeczy:
Usuńprzede wszystkim wyjaśnia się, że ten związek nie sprowadza się do przebywania u niego w domu, tylko także do chodzenia gdzieś, np. na piwo... co się dzieje w tym domu wiemy już z poprzedniego odcinka: przede wszystkim mizianie (co akurat jest dość zrozumiałe i wręcz oczywiste), ale najpierw Edytka musi odczekać swoje, aż Kondi się wyautomobilizuje przed kompem... kwestię zazdrości (chorej zresztą, jak każdej zazdrości), czyli w tym przypadku zakazywania jej chodzenia samej na koncerty już omówiliśmy poprzednio... pora wreszcie na main event, czyli te całe chrzciny szpitalne... żeby to maksymalnie uprościć, tak bez nadmiaru ględzenia, to mam pytanie: kiedy dojdziemy do punktu, gdy Kondi zacznie dyktować Edytce jakiej firmy podpasek ma ona używać?...
za to na czym miał polegać "szantaż psychiczny" zmuszający gościa na pójścia na koncert nie wiem i nie bardzo rozumiem, o co w tym chodzi...
*/do pójścia...
UsuńUważam, że ta barmanka zrobiła dobrą robotę. Niechybnie Edycie kiedyś to się poskłada w całość.
UsuńW sumie dość już blisko jest tych podpasek, przecież dyktuje jej jak ma się ubierać...
Szantaż psychiczny miał polegać na tym, że go sobie wymyślił i sam jest szantażystą.
okay, może za ostro mi wczoraj poszło z tą barmanką... w sumie barman(ka) czasem jest jak terap, zaś odwiecznym tematem do dyskusji w gronie terapów jest zawsze, na ile, jak daleko mogą sobie pozwolić na ocenianie, czy inną ingerencję w sprawy klienta, ta granica nigdy nie została wyraźnie wyznaczona... tu się pojawia stara historyjka, jak pewien terap siłą, na chama obciął pacjentce ośrodka włosy, w efekcie czego uratował jej życie...
Usuńsprawa z ceremonią chrztu to też ta sama bajka, o wspólnym szyldzie "granice prywatności"... będąc w związku niejako z definicji luzujemy te granice dla tej drugiej osoby, pytanie tylko jak daleko jest ona skłonna wkroczyć i co jest dopuszczalne, a co już nie jest... rzecz jasna jednoznacznej odpowiedzi na to nie ma, jest ona wynikiem ustaleń w parze, ale w tym opisanym przypadku Kondi (moim zdaniem) grubo przegiął... akurat moja Lady czasem zadaje mi pytanie, co ma na siebie włożyć z takiej, czy innej okazji, ale do głowy by mi nie przyszło dyktować jej, czy ma brać udział w jakiejś ceremonii rodzinnej, czy nie... stąd też, gdy pierwszy raz zapoznałem się z tekstem, na usta mi się wdarło: "a co go ten cały dzieciak w szpitalu obchodzi?"... a wzmianki o kasie, o jej rzekomym wyciąganiu to ja już w ogóle nie kupuję...
Wydaje mi się, że Konrad tak drastycznie przesunął granice Edyty, że nie ma o czym już mówić. On ją złamał.
UsuńKonrad wszystko przeliczał na pieniądze. Dlaczego do niej nigdy nie jeździł? Ciągle mówił, że nie ma pieniędzy. A miał pracę i nie musiał płacić za czynsz.
Za to ciągle jakieś części do samochodu kupował.
luz, po prostu wątek finansowy nie był wcześniej poruszany w tej opowieści... za to przypomniał mi się kolega ze studiów... pojechaliśmy wtedy ekipą do Bułgarii nachlać się za grosze, takie czasy, taki kaprys... on jeden wziął ze sobą swoją dziewczynę i naprawdę rzygać się chciało widząc, jak on ją rozliczał z każdego wydanego moniaka...
UsuńJak Edyta z Konradem szli na piwo, płacili osobno. ;)
Usuńa ja strzeliłem buraka, bo powinienem napisać "jak on się z nią rozliczał", bo choć byli ze sobą już w Polsce dłuższy czas, to pieniądze mieli osobno co do złotówki... w różnych związkach bywają różne reguły gry jeśli chodzi o kasę, od całkiem wspólnej po kompletną rozdzielność i niezależność finansową, a po drodze jakieś inne hybrydowe pomysły, ich sprawa - ich wybór, ale robić problem z sumy rzędu butelki wina, które w tej Bułgarii było tańsze od przysłowiowych wacików, to wydawało nam się wszystkim już grubym przegięciem, a te ich reguły narzucał on, a nie ona :)
UsuńOprócz tego, że nie lubię imienia bohaterki (od zawsze), to coraz bardziej wciąga mnie ta historia...
OdpowiedzUsuńWyobraź sobie, że imię musiałam wymyślić na potrzeby tej historii. ;)
UsuńCo za .... brak słów. Szantaż emocjonalny, skupienie w całości na sobie, tylko bardzo kochająca kobieta da radę przez dłuższy czas uważać taki związek za szczęśliwy.
OdpowiedzUsuńAle też bardzo uzależniona i wychowana do przyjmowania okruchów ze stołu miłości i szacunku.
Na szczęście się zbuntowała i poszła ochrzcić dziecko.
I na szczęście odeszła w tym momencie, chociaż wiadomo, że mimo podłego zachowania jeszcze nie będzie umiała porzucić tej relacji.
Ta dynamika jest bardzo niszcząca.
A Edyta mam na drugie :))
Wychowywała się w modelu rodziny, który ukazywał uległą kobietę i decyzyjnego mężczyznę. Wydawało jej się, że tak jest O.K.
UsuńMiałam kiedyś koleżankę Edytę w pracy, bardzo ją lubiłam. :) Dlatego pewnie lubię teraz to imię.
U mnie był inny model, to mama decydowała i kręciła wszystkim, ten model z kolei pomógł mi się rozwinąć w taką kobietę, którą dziś jestem :)
UsuńGeneralnie niedobrze jak w ogóle są jakieś dominacje w rodzinie... 😅 Ale Tobie wyszło na dobre.
UsuńI bardzo dobrze, że się postawiła w sprawie tego chrztu - też bym tak zrobiła na jej miejscu.
OdpowiedzUsuńBoże, ile ja takich scen przeżyłam...
OdpowiedzUsuńScen z nim, czy rodzinnych tragedii?
UsuńScen z nim.
UsuńTo koszmar...
Usuń