Wracam do Was z kolejnym rozdziałem, wyczekanym przez niektórych, ale na szczęście cierpliwych czytelników. Żeby było łatwiej, dla przypomnienia i dla nowych gości, podaję linki do poprzednich rozdziałów:
⏩Wstęp
⏩I rozdział
⏩II rozdział
⏩III rozdział
Czytam 7,15 min.:
ROZDZIAŁ 4
Wakacje
To był jej pierwszy wyjazd za granicę i od razu taki cel: GRECJA – Kreta. Niesamowita, duża wyspa pełna cudów natury i przepysznej kuchni. Już pierwszego dnia zauroczyła ją tutejsza roślinność, jaką do tej pory oglądała tylko w łódzkiej palmiarni. Była zachwycona fauną, wielkimi zielonymi jaszczurami biegającymi po zewnętrznej części hotelu. Wodnymi żółwiami w pobliskiej rzece przy trasie do Georgioupoli. Wypływała z jeziora Kournás.
Wieczorem zamierzali zapoznać się z barem. Edyta ubrała się jak na turystkę przystało, wygodne cienkie spodnie z gumką na łydce, odsłaniające stopy obute w lekkie sandałki, a do tego bezrękawnik. Czuła się w tym naprawdę swobodnie, na wakacjach zawsze stawiała na wygodę. Tymczasem Konrad pretensjonalnym tonem oznajmił niezadowolenie.
– To wakacje, kochanie, kurort. Pokaż się dziewczyno, jest lato!
Następnego dnia Eyda włożyła bardzo krótką spódniczkę i bluzkę odsłaniającą całe plecy. Gdy zobaczyła jego wzrok, wiedziała, że wcale nie przesadziła. Wyglądała jak kobieta z okładki i doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
Jednego z błogich dni, kiedy nie planowali żadnej wycieczki, zapragnęła pójść na plażę. Konrad oznajmił, że nie ma ochoty, że jeśli chce to może iść. Udała się więc do pokoju hotelowego przebrać w kostium kąpielowy i zeszła do baru gdzie Konrad rozmawiał z barmanem albańskiej narodowości.
– A gdzie ty się wybierasz? – zmroził ją wzrokiem swoich chłodnych oczu.
– Na plażę, tak jak się umawialiśmy.
– Nie umawialiśmy się, powiedziałem, że ja nie idę. Nie chcę byś szła tam sama, bo się o ciebie martwię.
– Ale plażę widać stąd, to jest sektor hotelowy, wydzielony, czego się boisz?
– Muszę się powtarzać? Masz tu basen, idź popływać w basenie.
Dni mijały dość intensywnie. Właściwie wycieczki jakie sobie fundowali, były krótkie, pospieszne i Edyta czuła jakby coś traciła.
Mieli wynajęty samochód. Widzieli z daleka ogromne ruiny, ale Konrad nie chciał do nich podjechać. Innym razem ze wzgórza ujrzeli przepiękną lagunę Balos. To był widok, który dosłownie wrył się w serce Edyty. Nigdy nie widziała czegoś tak pięknego do tego stopnia, że miała łzy wzruszenia w oczach.
Konrad nie chciał zejść na dół, uznał, że marsz zajmie zbyt wiele czasu, i że nie będzie później szedł pod górę. Edyta musiała pożegnać ten widok raz na zawsze, nie do końca godząc się z tym, że nie dotknie tej lazurowej wody wyglądającej jak kadr z jakiegoś rajskiego filmu. Kiedyś myślała, że te kolory na zdjęciach są przekłamane. Teraz ujrzała je na własne oczy, ten niemożliwy turkus i dookoła czerwona, spalona słońcem ziemia. Niesamowity kontrast...
Każdy dzień kończył się tak samo – przy barze. Konrad rozmawiał po angielsku z barmanem, czasami Edyta miała to szczęście, że była obecna polska barmanka. Nie znała języka i tylko w towarzystwie tej dziewczyny, nie nudziło się jej.
Zwiedzanie na pół gwizdka, oglądanie różnych miejsc z oddali, spacery po miasteczkach, które najmniej ją pochłaniały, zbyt tłoczne i gwarne.
Po kilku dniach wieczorem już w pokoju hotelowym, niespodziewanie Konrad leżąc nagi w łóżku, zaczął od krytycznych słów dotyczących jej nadmiernej powściągliwości, której sobie nie życzył i że w końcu są na wakacjach, a one są od tego, by szaleć, więc ona ma zaszaleć i wypuścić emocje na wolność.
Wtedy usiadła na brzegu łóżka i powiedziała:
– A co jeśli po prostu jestem zmęczona dniem i nie mam ochoty?
– Ty kochasz mnie jeszcze?
– Co to za pytanie?
– Jeśli byś mnie kochała, nie odmówiłabyś. Zobacz ile my tu czasu jesteśmy? – Zaczął krzyczeć. – I ani razu nie kochaliśmy się! A od czego są wakacje?!
– Twoim zdaniem od seksu?
– Też!!
Emocje rzeczywiście uwolniła ale cały smutek jaki miała w sobie, po prostu wezbrał i przełamał tamę. Faktycznie była powściągliwa w emocjach. Miała w sobie ukrytą gorycz, o której być może sama nic nie wiedziała. Płacząc łzami jak grochy, szlochając, że aż nią rzucało, rozebrała się i uległa.
Kochała go. Bardzo.
W barze następnego dnia od rana pracowała Polka. Poszli tam zaraz po śniadaniu napić się piwa. Bo jak mawiał Konrad – od tego też są wakacje.
Rozmawiali o różnych przyziemnych rzeczach. Od rana praca w tym miejscu nie była nadto absorbująca, dziewczyna miała czas i chęć porozmawiania z rodakami. Wypytywała ich o różne rzeczy, między innymi o znaki zodiaku.
– O nie... – rzekła z zachowaniem powagi. – To niedobre zestawienie, będziecie się ciągle kłócić.
– My się kłócimy tylko o drobne rzeczy – odparł szybko Konrad. – Z większością spraw się zgadzamy i dostrajamy się do siebie.
– To prawda – dodała Edyta, mając na myśli bardziej to, że ona się dostraja. – Docieramy się.
– Oby tak było – skomentowała barmanka i więcej nie poruszyła tego tematu.
Jednak Edyta miała wrażenie, że to kolejna osoba, która mówi: "zostaw go".
Dalsza część ich pobytu na rajskiej wyspie wyglądała tak samo. Szybkie zwiedzanie, odhaczanie punktów na mapie, które kojarzyło się Edycie ze zwiedzaniem przez mapy Googla. Lubiła tak czasem podróżować, oglądać zdjęcia, spacerować po egzotycznych miejscowościach przez Google Street View i czytać opinie tych, co tam kiedyś byli. Bez doznawania, oddychania tym miejscem, bez smakowania go, bez przeżywania...
Wieczorami żeby uniknąć awantur, wykazywała się własną inicjatywą. Już nie przez łzy, ale uśmiechała się szczerze, wdzięczna że skoro przecież znalazła remedium na jego nastroje, to czemu by nie korzystać. Ale po raz pierwszy przyszło jej do głowy, że to było... niewolnicze i że nie pamięta kiedy ostatni raz odczuwała przyjemność z kochania się z nim.
Wrócili do Polski. Na lotnisku wsiedli do dwóch różnych taksówek. Jakby nigdy nic. Jak kochankowie, którzy wracają do własnych spraw.
Ja do tej pory uważam, że te kolory są przekłamane :)
OdpowiedzUsuńMiałam pytać, o co mu chodziło z tą powściągliwością, skoro do tej pory to on był tym, który miał kij w tyłku (nie chciało mu się ruszyć dupska do laguny ani na plażę, wieczorem zaś wolał czarować barmana, zamiast tańczyć i szaleć na parkiecie), ale już wiem, co miał na myśli.
Tradycyjnie już powtórzę: Konrad był bardziej toksyczny niż Prypeć w latach 80., a co do Edyty, to po prostu przykro, że kobiety dają sobą tak pomiatać.
Myślę, że polska barmanka widziała jak na dłoni to, co my tu widzimy.
PS
Czekam na kolejną część :)
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zakochała się na maksa, prawdziwie, szczerze i z oddaniem. Gdyby trafiła na fajnego chłopaka, byłaby szczęśliwa i stworzyliby wspaniałą rodzinę. Wyobrażam to sobie.
UsuńA tu niestety.
Gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem... ;) Nie wiem jak teraz, ale wtedy Konrad zdecydowanie nie był kandydatem na chłopaka, a co dopiero mówić męża albo ojca.
UsuńNa szczęście są takie traumy, które zmieniają ludzi. Ale do prawdy, trzeba najpierw tyle schrzanić i tyle osób poranić, żeby później coś w życiu wyszło? Ta dziewczyna ma traumy leczone do końca życia, terapie, psycholodzy, a nadal nie jest O.K. Nie założyła prawdziwej zdrowej rodziny do tej pory. Mówię Ci to, choć to nie jest i nie będzie treścią książki. Mówię Ci jaka jest prawda o tej dziewczynie. Za to on radzi sobie świetnie. Rodzina, dziecko, wymarzony zawód.
UsuńPozornie może radzić sobie świetnie, ale wielce prawdopodobne jest to, że to tylko fasada. Takich "idealnych i szczęśliwych" osób/rodzin pełno wokół nas. A to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami, to już inna para kaloszy.
UsuńPoza tym nie wierzę w jego cudowne "ozdrowienie", ale to już pisałam.
Jeśli wcześniej miał dyktatorskie zapędy i był egoistą, to teraz też pewnie jest. Najtrudniej przychodzi ludziom praca nad nimi samymi. Nad ich psychiką. Vide: casus Edyty.
niezależnie od dalszego ciągu opowieści pofantazjowałem sobie w kierunku /cytuję/: "On radzi sobie świetnie. Rodzina, dziecko, wymarzony zawód" i wyfantazjowałem sobie tą rodzinę: submisywna żona, czyli też sobie radzi, bo trafiła na odpowiedniego dominanta, za to kłopot mam z tym dzieckiem, bez wątpienia wychowywanym autorytarnie, ciekawe jak ono sobie w tym wszystkim radzi?...
UsuńFasadę można przejrzeć, to nigdy nie jest mur, to zawsze przyciemniona szyba.
UsuńZ tego co wiem, on zdał sobie sprawę z tego co zrobił Edycie i nie chciał powielać tej historii. To był jego pierwszy poważny i długoletni związek. Mam mimo wszystko nadzieję, że swojej żony tak nie traktuje.
Ale druga strona medalu jest inna, może zdał sobie sprawę ze wszystkiego, ale z czasem puścił cugle i znów stał się tyranem. Jakim człowiekiem będzie wówczas to dziecko? Edyta dorastała w takiej rodzinie z despotycznym ojcem i uległą matką. W takim układzie dziecko ma duże szanse wyrosnąć na ofiarę.
słyszałem takie opinie: "mnie ojciec lał pasem i wyrosłem na porządnego człowieka"... dość dyskusyjne, bo "porządność" to kwestia bardzo subiektywnej oceny, za to pytanie, czy ten porządny jest do końca zdrowy psychicznie, skoro swoje dzieciaki też leje pasem...
Usuńzaś kiedyś pracując w ośrodku dla uzależnionych zrobiliśmy z koleżanką przegląd teczek z dokumentacją naszych klientów, a także kilku podobnych placówek i badaliśmy pod kątem biografii, środowiska rodzinnego... nie wszystko w tym materiale było do końca jasne, ale dość wyraźnie wyszło nam, że ok. 60% tych pacjentów pochodzi z rodzin, w których obowiązywał autorytarny model wychowania...
przy okazji, skutkiem ubocznym obaliliśmy pewien mit: z rodzin tzw. "niepełnych" czy "rozbitych' było niespełna 15 - 20%...
Szczerze mówiąc, problemy biorą się z rodzin, w których brakuje miłości. Takie jest moje zdanie.
UsuńMożna dobrze wychowywać, nie lać dziecka, być cierpliwym itd., ale bez miłości to tylko cymbał egzystuje w poklatkowym życiu w kolorze czarni i bieli.
Są rodziny, w których dziecko jest przypadkiem. Urodziło się np. gdy para miała się już rozejść, ale zostali ze sobą ze względu na dziecko.
Albo rodziny, które zdecydowały się na dziecko, by uratować związek. Rodziny, które powiły nowe życie, by zapełnić pustkę.
Masa czynów kwalifikujących się pod egoizm i nic więcej.
Z tego nie wyrastają normalni ludzie. Zawsze jest jakiś czynnik błędu w takiej osobie, nie twierdzę, że wszyscy są chorzy psychicznie. Ale to jest falstart życia.
I teraz wyobraź sobie, że na końcu związku, kiedy Edyta widzi w jakie G wdepnęła i decyduje się odejść, zachodzi z Konradem w ciążę.
uważam, że utrzymywanie związku na chama, na siłę "ze względu na dziecko" to prostu krzywdzenie dziecka... taki związek i tak jest już martwy, nawet jeśli jest w nim obecna pewna kultura zachowań /czytaj: nie ma np. przemocy/, to wszystko jest w nim sztuczne, nie ma prawdziwych uczuć, dobrych wibracji... dziecko to obserwuje, wchłania taki wzorzec i przenosi je je na własne związki w swoim życiu... ratować go może jeszcze to, że może obserwować świat dookoła, w tym inne związki innych ludzi, niemniej jednak piętno wyniesione z domu jakoś tam w jego umyśle zostaje...
Usuńpowszechnie się uważa, że rozwód /rozstanie/ to "złuuooo", a ja mam zdanie przeciwne, że to coś dobrego, korzystnego, bo kończy pewną chorą sytuację... chwilowa trauma, którą dziecko wtedy przechodzi jest tylko chwilowa, bo w ogólnym bilansie wychodzi mu to na plus...
Sama nie wierzę w to, co piszę, bo do tej pory traktowałam Twoje komentarze z przymrużeniem oka, jako niegroźne gadki erotomana-gawędziarza, ale zgadzam się z Twoim powyższym komentarzem, PKanalia. Również nie rozumiem, dlaczego małżeństwa, w których wypaliła się miłość/panuje zła relacja, są na siłę utrzymywane przy życiu. Kogo ci ludzie chcą oszukać? Dzieci nie są tak głupie, jak się niektórym wydaje. Widzą więcej, niż rodzice myślą. Zdecydowanie wolałabym mieć tylko matkę/ojca, ale dorastać w zdrowej atmosferze, niż mieć pełną i toksyczną rodzinę.
Usuń@Taita...
Usuńerotoman-gawędziarz to ktoś, kto opowiada o własnych doświadczeniach (w "tych" sprawach), do tego zmyślonych lub przynajmniej ostro przerysowanych, pokolorowanych, więc pojęcia nie mam, skąd nagle przyszło Ci do głowy to określenie, skoro nic takiego tu nie miało miejsca...
Też tak uważam, ale życie nie zawsze umożliwia inne rozwiązanie. I co wtedy? Scenariuszy można napisać kilka, choć i taki, że w końcu ona poznałaby kogoś i wyprowadziła się razem z tym dzieckiem. Ale zastartowanie z powiększoną rodziną nie zawsze jest możliwe.
UsuńJeszcze raz powtórzę... miłość ślepa jest... ale... do czasu.... czekam na rozwój wypadków 😏
OdpowiedzUsuńGdyby on był normalny, dziewczyna miałaby przy nim naprawdę szczęśliwe życie. Tak bardzo kochać... To chyba da się tylko raz. ;)
Usuńmamy tu obraz typowego Janusza, który pojechał na wakacje w ciekawe, egzotyczne miejsce po to tylko, aby zamiast korzystać z atrakcji, których to miejsce dostarcza woli koczować w hotelu plus jakieś tam ewentualne zwiedzanie po łebkach, co więcej nie pozwala na to korzystanie swojej kobitce...
OdpowiedzUsuńkwestię dumy Kondiego z bycia z tak atrakcyjną dupeczką i chęć pokazania jej światu jestem w stanie pojąć, ale nadmierna ingerencja w sposób jej ubierania, wręcz dyktowanie tego zgrzyta mi z ideą partnerstwa w związku, ale jak już kiedyś chyba wspominaliśmy to nie jest partnerski związek, a zakochana wciąż Edyta pozwala na taką dominację nad sobą...
pora na sprawy bazowe, czyli przekazywanie sobie pozytywnych wibracji metodą bezpośrednią, w skrócie zwane seksem... jako człowiek strefy umiarkowanej pogodowo, który nie ma zbytniej ochoty na ten sport, a na pewno na jakieś bardziej rozbudowane sesje w zbyt gorącym klimacie sympatyzuję trochę z Edytą, choć można by zapytać, jak w tym hotelu wygląda kwestia klimatyzacji w pokojach, czy jakichś wentylatorów do dyspozycji, która po części zależy ceny pokoju... poza tym zresztą jest nieco prostych technik, które nie wymagają jakiegoś zbytniego wysiłku... ale to jest akurat detal... już wcześniej było jasne, że ta para nie jest kompatybilna w tych właśnie sprawach... on ma po prostu lalkę, która zresztą nie zawsze chce działać tak, jakby chciał, a z jej potrzebami wcale się nie liczy... są kobiety submisywne z natury, które kręci taki właśnie układ i wtedy mam związek typu lajtowe sado-maso, a takie związki nieraz bywają udane i nawet bardzo trwałe... jednak Edyta na taką nie wygląda, ona tylko zmusza się do wchodzenia w rolę tej lalki z uwagi na to swoje zakochanie... osobiście nie chciałbym być z taką zmuszającą się do uprawiania seksu na zasadzie "robię to dla ciebie", ale jak widać Kondiemu za bardzo to nie przeszkadza, być może nawet tego nie zauważa...
za to na koniec mamy wzmiankę, jak do Edyty powoli zaczyna docierać, że coś tu jest nie tak i pytanie, jak to wszystko potoczy się dalej już w Polsce?... bo jako stały czytelnik tego serialu chętnie bym się dowiedział tego dalszego ciągu...
p.jzns :)
Typowy Janusz dla szpanu podróżuje po najdroższych kurortach, nie korzystając z dobrodziejstwa kraju, w którym przebywa. Brakowało jeszcze robienia sobie co i rusz selfi drinkami. To jednak były inne czasy.
UsuńTutaj mamy przypał. Janusz-narcyz-despota.
Uważam, że w partnerstwie dwie przesadzone idee mogą zmniejszyć dobre uczucia. Tutaj mamy przypadek, kiedy facet chce, by kobita ubierała się jak najbardziej seksownie. Są też takie związki, gdzie facet chce, by kobita zakrywała się i nosiła luźne tylko rzeczy. W obu przeciwnych przypadkach widać wyraźnie dominację.
W tych pokojach klimatyzacja była, ale za dopłatą. Konrad jako sknera, oczywiście nie chciał żadnej klimy. Temperatura była około 35 stopni.
Doskonale oceniłeś sytuację.
Będzie, jest już napisane. ;)
że też jemu z kolei się chciało w taki upał?... ale okay, taka konstrukcja, w końcu są typy ludzkie, które większej rujności nabierają, gdy jest właśnie gorąco... gdyby tak nie było, to jak by to robili mieszkańcy tropików?...
Usuńtak swoją drogą, to nigdy jakoś nie trafiała do mnie idea uprawiania tego sportu wieczorem, na sam koniec dnia... oczywiście, w ciągu dnia zwykle jesteśmy czymś zajęci, choćby zarabianiem dutków i to trzeba jakoś zrozumieć, ale w wakacje, czy inne dni wolne?... prywatnie ci się zwierzę, że moja ulubiona pora to jakoś tak przed południem :)
to nie jest ważne, czy facet chce, aby jego kobieta ubierała się sexy, czy pruderyjnie, istotą partnerstwa jest to, że jakoś tam liczy się z jej zdaniem, a gdy narzuca swoje jedyne słuszne, wtedy nie ma już mowy o partnerstwie...
Jemu się chciało zawsze. Gdybym bomba nuklearna pieprznęła, ostatnie co by zdążył na szybko zrobić, to bzyknąć kobietę.
UsuńDecydowanie o ubiorze, spędzaniu czasu, miejscu zamieszkania, towarzystwie, o elementarnych rzeczach, zmienia partnerstwo w związek człowieka z kukłą.
szczerze mówiąc, to gdybym miał ostatnie życzenie przed końcem świata to chyba też wybrałbym ten sport, ale rozumiem, o co chodzi z tym całym Kondim, żadne warunki zewnętrzne mu niestraszne, taki mało wymagające jest chłopisko, LOL...
UsuńGdyby oboje kochali się kochać, to w porządku, ale ona miała go już dosyć i od dawna nie robiła tego dla siebie. Jak dziwka, tylko że za darmo i na własność.
Usuńgdy oboje nie kochają się kochać, to też rozumiem jako kompatybilność seksualną, takich ludzi może łączyć wiele innych spraw, niż ten właśnie sport i to są nieraz bardzo fajne związki, tak to widzę z czysto neutralnej pozycji, abstrahując od tego, jak dla mnie ów sport jest ważny... ale tu już odbiegamy od tematu... na razie po prostu czekam grzecznie i cierpliwie na dalszy ciąg, mimo, że od spojlerów aż się roi na tym forum ;)
UsuńZważ, że ja często w komentarzach opowiadam o tym jak faktycznie się potoczyło dalsze życie bohaterów, ale tę historię chcę zamknąć inaczej. ;)
Usuńchyba jakoś się w tym wszystkim wyrabiam, a do tego zabawa polega na tym, że ta cała historia nie musiała zaistnieć w żadnym z wariantów :)
UsuńJak jestem gdzieś na wycieczce, to chcę zobaczyć wszystko, co tylko możliwe, bo mam świadomość, że może się tak zdarzyć, że nigdy tam nie wrócę. Jeśli ktoś ma taki problem jak Edyta i partner nie lubi zwiedzać, na wakację warto zabrać koleżankę, mamę, brata, dziecko lub babcię i zwiedzać z którąś z tych osób.
OdpowiedzUsuńRóżny temperament może być w związku problemem, ale zainteresowania partner!y miewają różne, a mimo to są ze sobą. W tym wypadku różnorodność jest ciekawa i zbliża. Będą dalsze części? Wciągnęłam się! 😁
To były spontaniczne wakacje i pierwszy jej wyjazd za granicę. Zupełnie nieplanowany. Pojechała w zastępstwie za kogoś, spakowała się i wyszykowała w jedną noc, nad ranem wyjeżdżali.
UsuńJeśli uważasz, że ten związek jest ciekawy i powinien trwać, jesteś jedyną osobą, która tak myśli. ;)
Twój cyrk i Twoje małpy. Moje komentarze nie mają nic do tego i nie powinny mieć wpływu na przebieg akcji. Nie przejmuj się.
UsuńPamiętajmy, że opowiadam rzecz, która wydarzyła się na prawdę i tutaj niczego absolutnie nie zmieniam.
UsuńW takim razie para jest skazana na rozstanie. 🤷♀️ Moje komentarze wynikają z własnych obserwacji. Według mnie partnerzy nie muszą mieć takich samych poglądów, czy zainteresowań, ale powinni mieć wspólne cele.
UsuńDobrego tygodnia!🤗
A to, że on ją terroryzuje psychicznie, jest w porządku.
UsuńNie wiedziałam, że to prawdziwa historia. Dlaczego do niej wracasz? Nie lepiej cieszyć się z tego, co się udaje?
UsuńMyślisz, że ona mnie zasmuca? Że rwę sobie włosy z głowy, płaczę na klawiaturę i rozdrapuję się do krwi, pisząc to?
UsuńNo nie jest tak. 😆 Takimi historiami trzeba się dzielić. One często stają się siłą dla kogoś w podobnej sytuacji, otwierają szerzej oczy.
Zachęcam zajrzeć do innych rozdziałów.
Będę o tym pamiętać. 👍
Usuń